|
I think we are dreaming.
| |
|
.
![]() Możesz mnie kochać. Możesz nienawidzić. Nie dbam o to. |
pisane sercem Wczoraj obudziłam się zmyślą, że nie wolno się poddawać. Ze będę o to walczyć bo warto, bo jest o co. Myślałam, że teraz płacę za błędy, ale w końcu znowu będzie pięknie. Po każdej burzy wschodzi słonce, pamiętacie? Wzięłam się w garść i z uśmiechem spojrzałam na słonce za oknem. Tymczasem to wy poddaliście się za mnie.
To źle. Cokolwiek tu robie. Źle że tego potrzebuje. Lekarstwo stąd już raz przyszło, raz mnie już zniszczyło. Nie wezmę leków, nie będę spała dobrze. Merc
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Komentarze (2), Dodaj
piątek, 5.listopada.2010, 23:33
Tom II część 19 pt. 'A jesienią...'
Któregoś dnia zima zapukała do moich drzwi. Nie wpuściłam jej. Tego dnia miałam dość już wiecznie skostniałych z zimna dłoni i drżącej skóry. Wystarczył mi efekt motyla po ruchu twoich rzęs. Huragany i burze śnieżne szalały obijając się o ściany naszego świata. Gdzieś byłam ja i gdzieś mnie nie było. Nie potrzebowałam zimy. My jej nie potrzebowaliśmy. Bo ty miałeś mnie, a ja byłam jak lód. - To nie jest wymarzona pogoda na pierwszy wspólne weekend odkąd się wyprowadziliśmy – Bill wyjrzał za okno. - Dlaczego? – spytała czarnowłosa zbiegając ze schodów i dołączając ostatnią walizkę do pozostałych trzech w przedpokoju. - Od rana leje jak z cebra! - Miej to w dupie! – nagle usłyszeli krzyk Toma dobiegający z salonu - Nie boisz się że się roztopisz książę z cukru? – Na te słowa bliźniacy spojrzeli na nią robiąc wielkie oczy i uśmiechając się podejrzanie – No co? – spytała w zdezorientowana. - Zawsze tak mówiłaś kiedy… - Kiedy marudziłem że pada – dokończył za brata Tom. - Tak mi się tylko powiedziało – skwitowała i ze spuszczoną głową szybko wyszła z domu. Kiedy wiatr przeszył jej na wylot poczuła się w Polowie pusta. Katem oka dostrzegła kogoś na drewnianej huśtawce koło domu. Jednak gdy na nią spojrzała nikogo tam nie było i choć miała wrażenie ze buja się w przeciwna stronę niż wieje wiatr, równie dobrze mogła powiedzieć, że to ona stała w przeciwna stronę. Już od jakiegoś czasu. - Jesień jest coraz bliżej – u jej boku nagle pojawiła się Ania. - Miej to w dupie – w progu minął ja Georg no siacy bagaże. - No chodź – wzięła przyjaciółkę pod rękę i ruszyły w stronę stojącego na podjeździe samochodu. - Uważajcie na siebie u wuja maja dzisiaj wystąpić gwałtowne burze - zawołał jeszcze na pożegnanie Max. - Miej to w dupie! – odkrzyknęli mu chórem i ruszyli w stronę dobrze znanej im willi. - Koniec! – nagle wyrwała Merc, a w samochodzie zapadła grobowa cisza – Wyjaśni mi w końcu ktoś o co tutaj chodzi? Od kiedy Tom ma w dupie deszcz, Georg nie przezywa że podczas jesieni ucierpią jego włosy a Bill nie odkłada wyjazdu ze względu na burze nawet jeśli miałaby być trzy miasta dalej? - wtrąciła Ania - Bo się cieszymy na weekend z wami kochanie – Bill pocałował ja w czoło , a ona uśmiechnęła się szeroko i wlepiła wzrok w obraz zza szyby. Padało. Ale miała to gdzieś. Kiedy przekroczyła próg willi w której wyładowała za karę kilka lat temu przez jej ciało przeszedł dreszcz. Obraz zamazany niczym we śnie. Głuche odgłosy mówiące dosłownie o niczym. Dudniący w uszach rytm serca. Nie jej serca. Nie jej sny. - Wszystko w porządku? – Ktoś zadał pytanie, ale ono przeszło gdzieś obok niej i zostawiło tu gdzie stała. - Merc… – Bill złapał ja za rękę – Merc dobrze się czujesz? – Obrazy nabrały ostrości. Nie było już snów i bicia serca. - Tak – szepnęła i ruszyła w głąb wielkiego domu. Najbardziej na świecie chciała być teraz krzykiem który niegdyś tutaj zostawiła, bo to była jedyna rzecz której była pewna. Cała reszta nie istniała. Nie było rzeczy które cos jej mówiły ani skrawków pamięci jak w układance z porozcinanych starych zdjęć. Tylko krzyk. Ty tez leżałeś kiedyś na tej podłodze? Jeszcze czuje jak bolą mnie plecy od jej nierównej powierzchni. Moja twarz jest słona, tak jak usta, których nie oblizuje. Teraz nie lubię smaku wody z solą. Teraz świat znów ma kolor białej ściany i brudu spod paznokci. Moja skóra pęka w trzech miejsca. Na mnie, na Tobie i na niebie. Merc
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
niedziela, 24.października.2010, 23:43
Dedykuje moim dzisiejszym łzom.
Tom II część 18 pt. 'Cały świat' Zbyt dobrze cie znam. Rysuje twoja skórę dotykiem i źrenicami otwieram twój umysł. Po raz pierwszy stanąłeś dziś tak blisko. Po raz pierwszy widziałam tak wyraźnie. Wpatrzone we mnie oczy i usta rozchylone w uśmiechu. Mówiłeś do mnie w innym języku a ja pochłaniałam twoje słowa jak eliksir życia. Proste. Proste słowa i obrazy. Zbyt realny byłeś jak na kogoś kogo sobie wymyśliłam. - Dlaczego nie możemy się wprowadzić tam teraz wszyscy razem? - Merc, już to przerabialiśmy – Bill pogłaskał ja po policzku – Prasa ma uwierzyć że się rozstaliśmy, lekarz powiedział ze tak będzie le… - Powiedział tez że sobie wszystko przypomnę – spuściła wzrok. Co tak naprawdę oznacza podzielić dwójkę ludzi na pół? Nie można ich po prostu rozdzielić, oddać im życia do których należeli 'przed' i kazać iść i żyć 'po', Zbytnio są przesiąknięci sobą. Nie można jednemu zabrać drugiego nie odzierając od niego choćby kawałka skóry i nie pozbawiając części zdjęć z albumu. Podzielić można ich na pół i dać sobie po połowie, a później odejść bez kawałka siebie z częścią kogoś kto do nas juz nie należy. Ale wciąż jest częścią nas. Nigdy nie będziesz na moją wyłączność. Będę miała każdy kawałek Ciebie, każda pojedynczą komórkę, jednak zawsze będzie małe źdźbło trawy zalegające w futrynie tak aby do końca się nie zatrzasnęła. - Dziwne – powiedziała czarnowłosa siadając na kuchennym blacie do zmywającej naczynia Ani. - Co takiego? - Kiedy straciłam pamięć nic nie czułam, później uderzyła mnie ta cholerna prawidłowość, jak to jest kiedy cos się traci. Jednak dopiero teraz, kiedy oni się wyprowadzili ja zrozumiałam, że to ludzie są częścią mnie, że ktoś mnie właśnie rozłożył na części i nie są to dwie połowy ta bez wspomnień i ta nowa. - Wiesz ja Ci mogę cały świat dzisiaj rzucić do stóp, ale czy o tym marzysz kiedy płaczesz w poduszkę? – po tych słowach po Poliku Merc popłynęła łza – Znasz to. - Już to kiedyś powiedziałam. Tobie – spojrzała jej głęboko w oczy. Tego dnia moja dusza znów zaczęła boleć. Czułam ją, a więc nie byłam już kartka papieru z zapisanymi informacjami. Już nigdy więcej się nią nie stałam. Merc
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
sobota, 18.września.2010, 16:52
Tom II część 17 pt. 'Herbata'
Postawiłabym zamek na wodzie. Ale taki zamek jak z bajki. Taki jaki dzieci rysują w szkole podstawowej na lekcjach plastyki. Taki w których więzi się smutne księżniczki i w których żyje się długo i szczęśliwie. Patrz jak tworze idealny obraz pełen barw. Wszystkich. Nie wyszczególnionych, nie jaskrawych i nie ciemnych. Nie tych i tych. Wszystkich. Buduje zamek z cegieł, nadaje kształt bezkształtnej myśl. Styl romański? Lubię to słowo, jest miękkie i dźwięczne. Ale nie chcę ciemnego zamku. Styl gotycki byłby odpowiedni. Wysoki, ozdobny i z klasą. Ale gotyk to brzydkie słowo. Nie lubię go. Będzie wiktoriański. Victoria znaczy zwycięstwo. To jakby wiedzieć, że będzie dobrze. Zakocham się w Tobie, a Ty złamiesz mi serce. - Nie musisz spać już w pokoju gościnnym – powiedziała stając w progu. - Już to przerabialiśmy – uśmiechnął się uniósł prześcieradło do góry tak aby je rozłożyć. - Sypiasz tu odkąd wyszłam ze szpitala – usiadła na niepościelonym łóżku – A ja nie chcę abyś dłużej tutaj spał. - Ustaliliśmy, że będę tutaj spać, dopóki sobie wszystkie nie przypomnisz – pogłaskał ją po policzku. - Ale gdybym sobie nie przypomniała, mogłabym w pewnym momencie uznać, ze i tak chcę znów z Tobą spać. - No tak - skwitował. – A teraz spadaj bo mi przeszkadzasz w ścieleniu – zaśmiał się. - Idioto! – dziewczyna położyła się na łóżku i zakryła dłońmi twarz. – Właśnie Ci powiedziałam, że chce z Toba spać! - Ah. No tak. – po chwili namysłu uśmiechnął się szeroko – Ojej ale fajnie – dodał. - No to chodź już – wstała i wyciągnęła go za rękę z pokoju. - Naprawdę to powiedziałaś? Bo dziś rano kiedy się obudziłam nie było ciebie obok a ja poczułam się nie pełna. Bo nie ważne w którym życiu byłam częścią mnie, skoro nadal oddychamy tym samym powietrzem. - Odkąd się obudziłam ani razu mnie jeszcze nie próbowałeś pocałować – powiedziała nagle kiedy leżeli już w łóżku. - Bo myślałem, że nie chcesz – odpowiedział zakłopotany. - Bill… - zaczęła wpatrywać się w zagięcie na pościeli. Czasem boje się miłości. Czasem szepczę do poduszki twoje imię i udaję, że nie słyszałam. Chłopak pogładził jej policzek, a ona spojrzała mu w oczy. Nie było zachodu słońca w tle i nikt nie włączył nastrojowej muzyki. Tylko lekko rozchylone wargi, drżące dłonie i nieregularne oddechy. Znów pocałowali się po raz pierwszy. Do kuchni przez żaluzje wpadała jesienne słońce. Magnesy na lodówce ktoś celowo poprzestawiał, a w kubkach na blacie wciąż jeszcze była wczorajsza herbata. - Znowu nikt nie pozmywał – westchnęła Ania. - Ehe – zaburczał Tom. - Znowu ktoś poprzekręcał magnesy – mówiła dalej. - Noooo – Georg ziewnął głośno i usiadł przy stole. - Jaki tu jest bałagan – spojrzała na ubłoconą podłogę w jadalni. - Znowu! – powiedzieli wszyscy chórem. - Decyzja o przeprowadzce to dla Maxa najlepszy prezent jaki od nas dostał – stwierdził Gustav. - No i w końcu Georg i Gustav będą blisko mieszkać – dodała Ania - To oni tutaj nie mieszkają? – spytała Merc, a wszyscy dookoła dziwnie się na nią spojrzeli. - Merc ma racje – wypalił nagle Tom – To nie jest dobry pomysł. - Ale ja nic takie… - Cicho. Nie ważne. – przerwał jej z powagą – Nie powinniśmy mieszkać tak blisko. - Dlaczego? - spytał czarnowłosy - Bo Georg będzie korzystał z naszego wc jak tylko zapcha swoje – na te słowa wszyscy wybuchli śmiechem – Ale ja mówię poważnie! – obruszył się. - Znaleźliśmy dwa świetne apartamenty obok siebie na strzeżonym osiedlu, nie zrezygnujemy , wybacz Tom, ale twoje zdanie się tutaj nie liczy – brat poklepał go po ramieniu . Kiedy w kuchni zrobiła się całkiem cicho, a reszta domowników kłóciła się w salonie o pilot do telewizora, Merc usiadł na blacie kuchennym. Kubki z wczorajsza herbata nadal tam stały. Dziewczyna uśmiechnęła się do siebie. Najwyższa pora pójść na przód. Merc
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
czwartek, 9.września.2010, 23:18
Tom II część 16 pt. 'Ogień'
Jabłko zjedzone w jednej trzeciej. Nie strawione. Senna myśl zaciągnięta dymem z papierosa. Powtarzające się banalne motywy, odbijające się w rozlanej na kafelkach lemoniadzie. Słodki kontrast do gorzkich fusów po kawie spłukanych w zlewie. Resztki wczorajszego dnia zalegające w żołądku. Niestrawność umysłu. Boląca komórka. Bezimienna. Zbyt anonimowa. Nasze ciała są jak mapy. Pełen pułapek mózg, niczym kosz zagadkami do wylosowania. Odpowiedź na końcu języka. Jest tam. Już ja masz, Już, już. Jest tak blisko! Niestety, tym razem się nie udało. Palce maczane w zimnym kakao. Suche usta całujące szybę. To jak myśl która wraca i rozbija szkło. Była za ostra, była za odważna. Nie wiem czyja była. N i c z y j a. - Jestem niczyja – pomyślała. Niczyje jest nic i należy do nikogo. Może i nienależny, ale to nie ważne, bo tego nie ma i nikt tego nie posiada, bo nie można posiadać nic. A nawet gdyby było można to i tak nic by się z tego nie miało. Rozumiesz? Zero pożytku. Zero szkód. Chyba że nic to pustka, a pustka jest zła. Wierci dziury i wypełnia przestrzeń. A kiedy przestrzeń staje się pusta, trudno zawiesić na niej gwiazdy. Tak jakby ktoś zabrał materiał w który trzeba było powbijać szpilki. - Jestem nic – szepnęła. Podpalona scenografia plonie razem ze sceną. Niech płonie. Niech pochłonie. Aktorów jednego monologu. Ją i ją. Bo ona rozmawia ze sobą, ale nie chce się słuchać. Nie słyszy. Znika i pojawia się jak gdyby w teatrzyku cieni ktoś wyłączał światło. - Kurwa! – krzyknęła i rzuciła szklanką o posadzkę - Merc - z korytarzu wbiegł nagle Bill – Nic Ci nie… - Jestem nic – spojrzała mu w oczy. - Posłuchaj wszystko będzie dobrze - Nic nie będzie dobrze – chciał ja objąć ale ona odeszła na bok. – Rozumiesz? Już nigdy nic nie będzie dobrze. Jak mam żyć życiem którego nie znam? Jak mam być kimś kogo nie znam? - Przecież nie zmieniłaś się przez to ż… - …że pozbyłam się wspomnień – oparła się dłońmi o parapet i wyjrzała na zewnątrz. – To tak jakbym stąpała po glinie – westchnęła – będę w stanie przejść po niej dopiero wtedy gdy będzie twarda, a aby ja podgrzać potrzebny jest ogień – spojrzała na niego – wspomnienia są jak ogień w naszym życiu. Czasem trochę parzą ,ale bez nich życie jest zimne. A zimne życie, to martwe życie. - A co z resztą rzeczy jakie budują życie? – spytał – Co z marzeniami, przyjaźnią, miłością? - Marzę i kocham… ale jestem nic – powiedziała. Od mojego garnuszka odpadło uszko. Piękny czerwony garnuszek w kobaltowe kwiatki. Tylko się taki nieproporcjonalny nagle zrobi. Taki jak nie on. I jakby czerwień przybladła. I jakby kwiatki zbrzydły. I już nie błyszczy tak i nie mieni się w słońcu. Nie stawia się na środku stołu, tylko chowa po szafach. Bo zrobi się pęknięcie i pójdzie przez jeden z kwiatków. I kwiatek już tez będzie brzydki. Nie będzie cały. Tak jak brzydki garnuszek. Bez uszka. Kiedy otwarła drzwi od pokoju dostrzegła siedząca na jej łóżku dziewczynę o blond włosach. Jesteś snem czy jawą? - Źle się czujesz. – powiedziała dziewczyna. - Wydaje Ci się – odparła czarnowłosa. - Wyglądasz jakbyś chciała zwymiotować dzisiejszy dzień. - Gdybym mogła zwymiotowałabym wszystkie te od dnia w którym upadłam. - I co wtedy, co byś zrobiła? - Żyłabym tak jak wcześniej, szła bym drogą którą dobrze znałam – usiadła obok blondynki. - A skąd masz pewność, ze nie znajdowałaś się wtedy w miejscu w którym nie wiedziałaś gdzie iść? - Wiedziałam gdzie byłam wcześniej, to znacznie ułatwia dalszą drogę. - Znasz mnie. - Znam. Po prostu nie wiem kim jesteś – Merc nabrała powietrza w płuca – ale znam. - Jestem częścią życia, którego nie pamiętasz – mówiła spokojnie blondynka – ale choćbym nie istniała, Ty wiesz, ze jestem prawdziwa, więc jestem… - Częścią mnie której nie pamiętam i tej którą jestem teraz – spojrzała w jej duże zielone oczy. Światłem jesteś. Merc
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
piątek, 3.września.2010, 23:42
Dla Ciebie, bo dla Ciebie pisałam od siódmego czerwca dwa tysiące sześć. Dla was.
Tom II, część 15 pt. 'Czas' Dziewiętnaście dni, trzy godziny i dwadzieścia sześć minut. Dokładnie tyle czasu była powrotem wśród żywych. Dziewiętnaście dni, trzy godziny i dwadzieścia sześć minut czuła się martwa. Z pewnym kawałkiem przeszłości z dnia na dzień przekonywała się, że brakuje jej tego najważniejszego. Miała w sowim życiu ciepło o określonym kształcie i kolorze, ale ono już do niej nie należało. Nadal było wpisane w jej życie, nadal widniało gdzieś na górze przy jej nazwisku ale nie było jej. Co dzień budziła się wśród ludzi którzy byli jak kolorowe obrazki z przeglądanej książki. Piękne i bardzo kolorowe, ale ona miała wrażenie że ta książka tez nie była jej. Pożyczyła ja od kogoś kto wcześniej żył jej życiem. Czas się zatrzymał . Jej czas. Nie potrafiła układać czegoś na niczym. Nie mogła budować piętra nie mając parteru. - Przepraszam – powiedziała, kiedy poczuła jak huśtawka na której siedzi lekko się zakołysała. – Bill ja… - Skąd wiedziałaś, że to ja? – spytał gdy ona nadal uparcie wpatrywała się w niebo – nie poruszyłaś się od pięciu minut. Proszę – podał jej kubek gorącego kakao. - Odkąd wypuścili mnie ze szpitala wpatruje się w każdy wasz ruch. Znam wasze gesty na pamięć, potrafię was rozpoznać po sposobie stawiania kroków. – zanurzyła usta w napoju – Twoje są lekkie, często niepewne jakbyś zastanawiał się czy powinieneś robić kolejny. Kiedy jesteś zamyślony szurasz lewą nogą, a kiedy jesteś zły robisz większe kroki. Chyba że jesteś zły na Toma, wtedy mocno uderzasz piętami o powierzchnie. – po raz pierwszy spojrzała mu w oczy – Potrafiłabym wyrzeźbić twoja twarz w kawałku gliny z zamkniętymi oczami, rozpoznałabym śmiech Ani w kilkutysięcznym tłumie, wyróżniłabym zapach Toma od setek innych zapachów. Ale nie potrafię…. - Merc! – chłopak chwycił jej twarz w obie dłonie – Przypomnisz to sobie, przysięgam uda ci się! - Zawsze tak we mnie wierzyłeś? - Georg, cholera jasna! – usłyszeli krzyk Toma, dobiegający z tyłu domu. - Coś mi mówi, że tak tez było zawsze – dziewczyna zaśmiała się. - Gorzej – skwitował czarnowłosy. Wraz z jesiennymi liści opadała nadzieja, że cokolwiek w jej głowie okaże się plonem wydającym wodze. Wciąż trwała w zawieszeniu, wciąż jej czas stał w miejscu. A może nadal leżała na szpitalnym łóżku i śniła? O ludziach którzy choć wywoływali na jej skórze przyjemne reakcje, byli jak obłoki, ja sny wyrwane spod poduszki. Każdego ranka czuła się tak jakby ktoś obudził ją o jeden moment za wcześnie. Że gdyby nie to, wszystko by już pamiętała. Budziła się za wcześnie, tak to było to. Albo w ogóle już jej nie było. Któreś z tych dwóch rozwiązań musiało być prawdziwe. A ona musiała w to wierzyć. To było łatwiejsze niż śnić na szpitalnym łóżku o czymś co się dotykało ale nie pamiętać czy było prawdziwe. - Już gdzieś to widziałam – wskazała palcem na ogromne drzewo na pustej łące. - Nic dziwnego, wspinałaś się na nie niedługo po tym jak tu przyjechałyśmy – powiedziała z uśmiechem Iga. - Chce tam podejść – ruszyła pewnym krokiem przed siebie. - Merc poczekaj! Jest środek nocy! – krzyknęła i pobiegła za nią. Tym razem mi nie uciekniesz. Wspomnienie. Tym razem obudzę się w porę, aby zapisać cię na starej gazecie i rano odczytać wierząc w każde kolejne słowo. Teraz cie dorwę. Wspomnienie. - Do góry – wskazała palcem na ułamany szczyt. - Co? – spytała zdyszana siostra. - Do góry! - krzyknęła nagle – Tam coś było! - Tak medalik, ściągnęłaś go, ale schodząc spadłaś i … - odpowiedziała przestraszona ostra reakcją czarnowłosej. - Idź. - Ale Merc… - Idź! – spojrzała na nią wymownie – Idź stąd! – powtórzyła – Chce tu zostać sama! Iga nie potrafiła się jej sprzeciwić. Nigdy nie widziała jej w takim stanie dlatego odbiegła kawałek i chwyciła za telefon. Biiip biiip biiip. Bateria się rozładowała. Trzydzieści dwie minuty. Dokładnie tyle czasu zajmie jej dotarcie do domu. W tym czasie jej siostra skuli się po drzewem i dotykając dłonią kory, zaśnie. Pięć minut później wysoki chłopak wybiegnie z czarnego samochodu aby po osiemnastu sekundach ją obudzić. Za wcześnie. Dużo za wcześnie. - Zostańmy tutaj – wtuliła się w jego bok a on okrył ja grubym kocem. - Jest zimno, zmarzniesz. - Chcę tutaj zmarznąć bo widziałam już kiedyś to drzewo. - Zawsze stawiałaś na swoim – zaczął rozgrzewać jej dłonie. - Chyba dostaje do głowy – szepnęła. - To nic. Zawsze byłaś trochę stuknięta. Uśmiechnęła się a z jej oczu popłynęły łzy. Merc
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
sobota, 20.marca.2010, 23:23
Jestem w szoku! Nie miałam pojęcia że ktokolwiek jeszcze tu wchodzi! Naprawdę wzruszyłam się, niestety nie mogę odpisywać na komentarze, nie wiem dlaczego, ale postaram się coś z tym zrobić.
Nie wiem na ile mogę napisać 'wróciłam' nie wiem jak długo dam rade to pociągnąć,ale napisałam kolejny odcinek 'pisane sercem', krótki ale następnym razem bardziej się postaram. Tom II, część 14 pt. ‘Dusza’ Merc otwarła oczy powoli. Obraz był jeszcze kompletnie niewyraźny a światło sprawiało że w kącikach zbierały się łzy. Nie wiedziała gdzie jest, ale owe pomieszczenie było bardzo jasne, trochę jak szpitalny pokój. Zamknęła oczy w nadziei że jeśli otworzy je po raz kolejny obraz będzie wyraźniejszy, a ona będzie w stanie określić swoje położenie. W głowie miała dziwne obrazy. Upadek z taboretu, śpiączka, wzbudzenie, anielskie skrzydła. Sny tak realne, że niemal prawdziwe. Później niewiarygodna przygoda w lesie a na koniec naleśniki z jabłkami i on. W każdym śnie był on. Wysoki, czarnowłosy chłopak, chudy i dziwnie umalowany, jednak najwyraźniej wiele dla niej znaczył. Kochała go? W snach na pewno. I jeszcze byli oni. Gromadka ludzi, którzy ciągle się powtarzali. Oni również byli dla niej ważni. Wiele by dała aby Ci ludzie byli właśnie teraz przy niej. Nie wiedziała kim są, ale najwyraźniej ich obecność dawała jej szczęście, które teraz najwyraźniej ja opuściło. Dopiero kiedy zaczęło wracać jej czucie w kończynach, dotarło do niej że wcześniej go nie miała. Była zmarznięta i ścierpnięta i nie mogła się ruszyć z miejsca. Otwarła oczy. Obraz nadal był niewyraźny, ale odróżniała już ściany od okien i drzwi. Leżała na szpitalnym łóżku w małym przeraźliwie białym pokoju. Do lewej ręki miała podłączona kroplówkę. Chciała się poruszyć jednak wszystko ją bolało. Czuła się tak jakby nie miała mięśni. Miała za sobą najprawdopodobniej najdłuższy sen w życiu. - Potrzebujesz snu – Tom usiadł przy zdołowanym bracie. - Wszyscy go potrzebujemy – powiedziała opierająca się o ścianę Sissi. Zbyt często przebywali w szpitalnym korytarzy, wyrywając sobie włosy z głów. Zbyt rzadko się uśmiechali. Czy wiesz jakie to uczucie wysiadywać pomiędzy światem żywych i umarłych. W poczekalni piekła i nieba. Masz tylko dwie pary drzwi a cokolwiek zrobisz nie będzie miało wpływu na tok wydarzeń. Bo kto inny decyduje za Ciebie. Ty tylko czekasz. Patrzysz za obrazek za szybom i modlisz się. Nie ważne do jakiego Boga. Nie istotne nawet czy w niego wierzysz. Ale co innego Ci pozostaje? Ona nie umiera. Powtarzali sobie z duchu. Będzie żyła tak długo jak i ja żyję. Jak my żyjemy. Tylko co z tego, jeśli ja umrę razem z nią - pomyślał Bill. Coś za coś. Sami taki świat sobie zbudowaliśmy. Poczuła jak jej organizm się budzi. Z jednej strony pozycja w której leżała męczyła ja, z drugiej jakikolwiek ruch był niemożliwy. Co się wydążyło? Dlaczego się tutaj znalazła? Te i inne pytania zakłócały dźwięki aparatury do której była podłączona. Była zimna jak lód. Krew w jej żyłach nie płynęła, serce jej nie pompowało, jednak wiedziała że żyje. To umarło coś wewnątrz niej. Umarł cały środek. Zniknął wraz z przeszłością. - No panno Mercedes napędziłaś nam strachu – do sali wszedł mężczyzna w białym fartuchu. Lekarz pomyślała. A u jego boku młoda pielęgniarka. Wiedziała kim są z zawodu i co robią. Znała pojęcia i ich definicje, wiedziała jak nazwać każda rzecz w tym pomieszczeniu. Więc dlaczego do jasnej cholery nie potrafiła nazwać siebie? - Jak się czujesz? – spytał łagodnym głosem i zbadał puls na jej nadgarstku. - Martwa – szepnęła. Usłysz mój niemy krzyk. Usłysz jak wołam śmierć bo nie daje mi spać. - Jeszcze nie – uśmiechnął się i zapisał coś pośpiesznie na kartce która leżała na szafce nocnej. - To nie było pytanie – tępo wpatrywała się w sufit – nie mam duszy. Mężczyzna spojrzał na nią badawczo. Już wiedział co się stało. Takie rzeczy się zdarzały. Jednak nigdy wcześniej nikt nie mówił tak jak ona. Przecież kiedy człowiek nie wie co traci, nie może odczuwać brak tego. Prawda? Po chwili usłyszała kroki paru osób. Najwyraźniej byli coraz bliżej. Najpierw jej oczom ukazała się znana już pielęgniarka za nią wysoki czarnowłosy chłopak z dziwaczną fryzurą. Był szczęśliwy, był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, a ona nie miała pojęcia co sprawia mu taka radość. Chciała wstać i wymierzyć mu policzek za to, że ma czelność okazywać taka radość w obecności kogoś kto umarł. On jednak podbiegł tak blisko jak pozwoliły mu ręce lekarza. - Merc … - niemalże krzyknął - Kim jesteście? – spytała z przerażeniem w oczach. Chwile później ktoś chyba upuścił jakiś ciężki przedmiot bo usłyszała stłumiony huk. światło Merc
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
czwartek, 22.maja.2008, 14:53
Choćbym miała pisać to opowiadanie tylko dla paru osób, choćbym miała dodawać notki raz w miesiącu, to uwierzcie mi – będę to robić. Bo te parę osób które to przeczyta, jest tymi osobami które zajęły najważniejsze miejsca moim sercu. A wszystko przez to że kiedyś zakochałam się w piosenkach jakiegoś niemieckiego zespołu. Przypadek? Nie. Nigdy w nie nie wierzyła. Przeznaczenie. Dziękuję.
Tom II, część 13 pt. ‘Zostań!’ Kiedyś miała piękny sweterek. Byłam wtedy jeszcze mała a sweter był w paski. Różowe paski w różnych odcieniach. Nienawidziłam wtedy różowego. Pasków w sumie też nie lubiłam. Sweter był bardzo puszysty i miękki w dotyku, ale jak się go nosiło to strasznie gryzł i drapał skórę. Mama kazała mi go zakładać co niedzielę, a niedzieli nie znosiłam. Zawsze była nudna, trzeba było ładnie wyglądać i uśmiechać się głupio do wszystkich natrętnych ‘ciotek’. Do tego niedziela zawsze kojarzyła mi się z tym ochotnym swetrem. Do dzisiaj pamiętam go tak samo dokładnie jak każdą niedziele w którą musiałam go nosić. Kiedyś miałam piękny sweterek, wiecie? - Co się sta..aaaaaa! – z pokoju wyszedł Bill - Georg zabierz to! – krzyknęła przerażona Merc - Feliksie, miałeś siedzieć w klatce, przecież ci mówiłem – chłopak wziął do ręki, jeszcze przed chwila spacerującego po korytarzu ogromnego pająka W całym domu zrobiła się wielka afera. Oczywiście nie tylko Merc panicznie bała się pająków, ale i Bill, któremu za chowanie się za jej plecami solidnie się oberwało. Dziunia jeszcze blisko tydzień nie mogła tego Georgowi wybaczyć. W końcu wszyscy zgodzili się aby chłopak trzymał swojego ‘pupilka’ zamkniętego w klatce w jednym z pokoi w którym nikt nie spał. Świat światu światem. Chcę być tylko i wyłącznie twoja. Bo świat jest chory, a ja przy tobie czuje się zupełnie zdrowa. - Wyobraź sobie... – czarnowłosa leżała na łóżku i rozmawiała ze swoim chłopakiem przez telefon - ... że weszłam dzisiaj do pokoju Toma rano, a tam w jego łóżku spała Sissi. – opowiadała - Myślisz że oni ze sobą spali? - Nie wiem, spytam jej się jutro bo dzisiaj cały dzień gdzieś łaziła z dredem – dziewczyna uśmiechała się szeroko. - Kochanie ja za dziesięć minut przyjadę... boah ale jestem głodny – rzucił do telefonu. - To ja czekam na ciebie. Dziewczyna bez namysłu zbiegła do kuchni i oprawszy się o blat kuchenny zastanawiała się co by ugotować. Miała ochotę zrobić mu słodka niespodziankę, cos ciepłego i cos czym by nasycił swój głód. - Racuchy z jabłkami! – niemalże krzyknęła do siebie i momentalnie wzięła się za szukanie składników. Dobrze pamiętała ich pierwsze wspólne racuchy kiedy nie byli jeszcze razem. - Jesteś najbardziej rozpieszczonym dzieciakiem jakiego znam! – krzyknęła Merc, wchodząc do studia nagraniowego - Odezwała się dorosła! – odgryzł jej się Bill - Co się stało? – gromadkę przywitał Max - Przez niego musieliśmy pół miasta przejść bo miał ochotę na jakieś głupie lody! – dziewczyna usiadła zrezygnowana na czerwonym fotelu. - Nie jakieś, tylko jogurtowe. – zaznaczył – Zresztą nikt nie kazał Ci iść... - Każdy wziął sobie lody jakie były w centrum, tylko on musiał mieć kaprys na takie – mówiła tak jakby go nie było - Nie moja wina że takie właśnie lubię – bronił się - A ja lubię racuchy z jabłkami, ale nie postawię na nogi pół Berlina, dlatego że mam na nie akurat ochotę! – odpyskowała czarnowłosa i impetem wyszła ze studia. Weszła do białej łazienki i oparta o ścianę usiadła na podłodze. Podkuliła nogi i oparła głowę na kolanach. Przez tą kłótnię nie miała ochoty tutaj być. Kiedy jednak zabrzmiały pierwsze dźwięki w studiu zamknęła oczy i uśmiechnęła się pod nosem. Uwielbiała ich muzykę, energię i teksty piosenek. Również głos Billa była dla niej wyjątkowy i cudowny, nawet wtedy gdy się kłócili, a ona chodziła na niego zła i obrażona. Sama nie wiedziała dlaczego tak jest. Czasem po prostu wściekała się na niego za byle co. Miał ciężki charakter, ale przecież i ona nie była aniołkiem. Reszta po cichu czasem tylko mówiła między sobą, że kłócą się, bo są do siebie zbytnio podobni. Tradycyjnie zaraz po próbie Iga zniknęła gdzieś z Tomem. Ania poszła na spacer z Gustawem, a Merc grała z Georgiem w ping – ponga i piłkarzyki. Kiedy wszyscy jeszcze pełni życia cieszyli się dniem, czarnowłosa wzięła prysznic i położyła się na łóżku. Smutnymi oczami wpatrywała się w okno. - Głupie racuchy! – powiedziała pod nosem i obracając się na bok przytuliła się do poduszki. Miała na nie ochotę. Ale na takie jak robiła mama. A mam była teraz daleko. I co z tego że w Polsce zawsze się kłóciły. Teraz chciała jej racuchów i uśmiechu. I kuchni pachnącej zawsze mamą. Już miała pozwolić sobie na łzy, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Podniosła się leniwe z łóżka i je otworzyła. Nikogo jednak nie zobaczyła. Rozejrzała się dookoła, aż wreszcie spojrzała w dół. Stał tam talerz pełen racuchów z jabłkami i mała karteczka. Wzięła owe danie do ręki i przeczytała liścik. - Przepraszam B. Bez zastanowienia udała się w stronę pokoju owego B. - Sama tylu nie wmieszczę – uśmiechnęła się kiedy czarnowłosy otwarł drzwi. Razem zjedli pyszne racuchy, śmiejąc się przy tym i wygłupiając. Kiedy talerz był już pusty dziewczyna położyła się na łóżku obok bila i pogłaskała po brzuchu. - To teraz mi powiedz, gdzie ty znalazłeś o te racuchy? – spytała - Nigdzie. W Niemczech nie ma czegoś takiego. – odpowiedział – Sam je zrobiłem. - Żartujesz!? – spojrzała się na niego wielkimi oczami - Iga dała mi przepis i powiedziała co i jak. - No proszę taki rozpieszczony, a gotować umie – uśmiechnęła się zalotnie - Naprawdę myślisz że jestem taki rozpieszczony? - Czasem, jak mnie wkurzysz – odpowiedziała szybko – Ale teraz to nawet fajny jesteś. - Dopiero Iga mi dzisiaj uświadomiła, że jesteś taka bo tęsknisz. - Jaka jestem? - No już nie udawaj – pokręcił głową – czasem wściekasz się bez powodu, obrażasz a potem zamykasz w pokoju i ryczysz. - Ale wściekam się tylko na ciebie! – podniosła głos – A ty nie wiele masz wspólnego z tą niby-tęsknotą. – próbowała się bronić. - Przestań, to normalne że tęsknisz... – na te słowa dziewczyna wstała z łóżka i podeszła do okna. - Szybko się przywiązuje...zbyt szybko – szepnęła. - A ty? Nie tęsknisz? Przecież cały czas jesteś poza domem. – usiadła się na parapecie. - Oczywiście, że tęsknie. Widzisz ty za parę miesięcy znów będziesz w domu, a ja w kolejnej trasie... – spojrzał na nią - Ale wtedy ja będę tęsknić za wami.... – spuściła wzrok. - Czekaj, czekaj! Czy ja się aby nie przesłyszałem? – chłopak uśmiechnięty podszedł do niej – za NAMI? - Tak Bill – czarnowłosa się roześmiała – nawet za tobą. - Wiesz cieszę się że kocham to co robię, ale czasem chciałbym być jak każdy nastolatek. Bez tych tłumów, bez paprazzich, normalne taki jak ty czy Ania albo Iga. Mieć dziewczynę... - Przecież właśnie teraz mógłbyś mieć każdą. – zauważyła. - Każdą... – cicho powtórzył - Ah tak wybacz to takie głupie – puknęła się lekko w czoło – nie chodzi o wszystkie, a o ta jedną... – spojrzała mu w oczy - Tak właśnie o tą – wyszeptał. Po tych słowach Merc pożegnała się z czarnowłosym i mówiąc ‘dobranoc’ opuściła jego pokój. A on wlepił w nia wzrok i odprowadził nim do drzwi, krzycząc wewnątrz siebie aby została. - Mmm – jak tutaj cos pięknie pachnie – w kuchni zabrzmiał znany jej głos. - Mówiłeś że jesteś głodny – Merc uśmiechnęła się szeroko i dała mu buziaka na powitanie. Razem zjedli racuchy śmiejąc się przy tym jak rok temu. Kochała takie momenty. Noc i on. Zupełnie normalny nastolatek, taki jakim chciał być wtedy gdy rozmawiali. Taki jakim przecież wtedy był. I jeszcze tylko ona, dziewczyna która pewnej nocy została. Merc
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
12. Znikamy, znikamy, wracamy. wtorek, 8.kwietnia.2008, 21:56W sobotę był 5.04 . To już rok. Pełen rok a ja czuje że jeszcze wczoraj tam stałam, ze to czułam. Fakt – zmieniliśmy się my jako fani, zmienili się oni. Ale mówcie co chcecie, tego co tam przeżyłam nikt mi nie odbierze. Tego jak wiele im zawdzięczam nie jestem wstanie opisać słowami. I powinnam jako święto zapisać datę kiedy zaczęłam to pisać. Bo niesamowite jest to co się dzieje. Niesamowite.
O noce powiadomię w weekend. Tom II, cześć 12 pt. ‘Znikamy, znikamy, wracamy’ W bajce był wilk i krasnoludki, smutna królewna i dobre wróżi. Nie zabrakło czarnoksiężników, wielkoludów, elfów i hobbistów. Była stary mędrzec i głupiutka sierotka. Stado pięknych łabędzi i stos bucików. A ona i on przyglądali się wszystkiemu ze starego kamienia nad jeziorem. A ona i on, znali na pamięć już wszystkie bajki. Przejechała dłonią po jedwabnej pościeli. Zacisnęła w dłoni kawałek materiału. Świat był na wyciągnięcie jej drobnej dłoni, a ona dokładnie jeszcze pamiętała jedne z tych poranków w których wolała się nie budzić. Może dlatego nigdy nie zrozumiała ludzi, dla których zwykły deszcz potrafił być powodem do chandry. Dziś miała przy sobie najbliższe sercu osoby. Kochała i była kochana. Czasem tylko było jej trochę przykro że nikomu nie przyszło do głowy że są miejsca i ludzie za którymi tęsknota rozdzierała ją od środka. Siostry nie widziała pół roku, braci i rodziców rok. Jednak każdy kto miał serce czułe na dotyk, skazany był na tęsknotę. W końcu otwarła oczy. Słońce przebijające się przez okno, kazało je jednak cały czas mrużyć. Spojrzała na dwie, śpiące jeszcze przyjaciółki. Teraz już musiało być dobrze. Związując długie włosy w wysoka kitkę, zeszła pomału i bezszelestnie do kuchni. Sięgając sok z lodówki usłyszała ciche kroki. - Co chcesz na śniadanie? – spytała łagodnie - Nic, zjem w studiu - odpowiedział czarnowłosy - Jak to w studiu? – dziewczyna odwróciła aby zobaczyć jak chłopak chwyta butelkę z kolą i kieruje się ku wyjściu - muszę lecieć.. – rzucił od niechcenia – Wybacz, dziś nie jestem takim, jakiego mnie lubisz. – dodał i zniknął za drzwiami wejściowymi. Merc usiadła na kuchennym blacie i zawiesiła wzrok na dużym stole z 8 krzesłami. Gdzie podziały się ich wspólne posiłki sprzed dwóch lat? Gdzie śmiech i wygłupy. Właśnie teraz przeklinała wszystkie zgary i kalendarze. - Cześć – do kuchni wkroczył ziewający Tom - Bill pojechał do studia ... – oznajmiła smutno - Co? – spytał zaskoczony – nie możliwe, nikogo tam jeszcze nie ma. – stwierdził. - Zrobisz śniadanie? – wybiegła do korytarza – Albo nie – zajrzała powrotem do kuchni – ugość dziewczyny, one sobie poradzą. - Ale... - One zrozumieją, nie będziesz musiał im nic tłumaczyć. - Ale... – chłopak próbował dojść do słowa - Dzięki – cmoknęła go w policzek i wybiegła domu. - Ale może ktoś mnie wytłumaczy o co chodzi? – spytał zrezygnowany i oparł się o blat stołu kuchennego. Usiądź spokojnie i zamknij mi oczy. Usiądź wygodnie i pozbaw oddechu. Usiądź i opowiedz mi, bo mam dziś ochotę posłuchać. Szła raz wolniej, raz szybciej. Nic nie wytyczały jej rytmu, dlatego gubiła go co chwilę. Stawiała stopy czasem delikatnie a innym razem bardzo ciężko. Wiatr czesał jej długie włosy, a słońce przymrużało oczy. W tej chwili była anonimowa tancerka bez domu. Cos na wzór ‘być albo nie być’. Zielona trawa i wysokie drzewa. W oddali lekki szum wody. Idealna Nibylandia. Miejsce pieprzonej egzystencji. - Widzę, że przenieśli wam studio – powiedziała gorzko do chłopaka siedzącego na kamieniu. Milczał. - Znów jesteś panem swojej uniesionej dumy. – podchodziła coraz bliżej. Milczał. - I nie mów że... - Przecież milczę – odezwał się w końcu - Tak Ci się tylko zdaje – usiadła obok niego To że nie poruszasz ustami, nie oznacza że milczysz. Są ludzie którzy czytają twoje gesty, mimikę i ruch jak otwarta książkę. Ty już potrafisz ich nazwać. - Jeśli masz zamiar wpajać mi jak to się zmieniłem to sobie daruj. – czarnowłosy zamknął oczy. Dziewczyna bez słowa wtuliła się w niego. – O co ci chodzi? - Czujesz? - Serce ci bije... - Dla ciebie. Bije teraz, biło kiedyś i bić będzie już zawsze. Bill zmieniamy się. – uśmiechnęła się delikatnie – nie powstrzymamy zegara, nie zamkniemy się w próżni. Czasem lubimy siebie takich, czasem innych. Dziś rano powiedział ci że cię kocham, chociaż spałeś... - Słyszałem to. - Zawsze słyszysz! Bo budzisz się dokładnie 3 sekundy po mnie. - Bo wtedy ty się poruszasz, a ja nie czuje już jak bije ci serce... - A ono bije, cały czas Bill. Bo kocham cię najbardziej na świecie, nie ważne czy jesteś umalowany czy nie. Dla mnie jesteś Billem z którym dwa lata temu leżałam na trawie w ogródku, który przytulał mnie gdy budziły mnie koszmary. Czy można wymazy sobie bardziej idealne wyznanie miłosne? Czy można było to lepiej ubrać w słowa? Nie łudźmy się, nie ma miłości idealnej, idealnych wyznań i słów. Jeśli szukasz perfekcji rozczarujesz się. Szukaj bólu by zrobić wszystko by minął. Bo tylko wtedy poczujesz że coś było warte, jeśli najpierw zawalczysz ot o ze wszystkich sił. - Dziuniaaaa ale te naleśniki coś się nie chcą ...stwardnieć – zauważyła Sissi trzymając w ręce patelnie. - Bo za krótko smażysz – odpowiedziała starsza z blondynek - za chwile olej mi się przypali a ty mówisz że za krótko... - Mam wrażenie ze o czymś zapomniałyśmy... – wtrąciła Anek - Dziewczyny napijecie się piwa? – do kuchni wparował Georg z Tomem - Teraz to już mamy wszystko – dziunia z uśmiechem chwyciła za puszkę. Widzisz, widzisz? Mówiłam że będzie pięknie. Z dnia na dzień stawali się jak wielka rodzina. Codzienne awantury i kłótnie były czymś w rodzaju rytuału. Bo Dziuni lepiej się spało jeśli najpierw narzyczała na Georga wyzywając go od niechlujów i chamów, Tom musiał podglądać Sissi pod prysznicem aby ta później dwie godziny kazała się przepraszać. Niemalże co noc Gustav za karę biegał dookoła domu a Bill spał na kanapie do póki Merc nie przychodziła i zrzucała go na podłogę kończąc kłótnie namiętnym sexem. - Ty idioto niemyty! – Dziunia właśnie goniła basistę. - Ciekawe c o tym razem zrobił –zastanawiał się Bill głaszcząc lezącą obok niego Merc po policzku. - Zakochał się...- szepnęła? - Co? - Nie nic. Mówiłam do siebie. – uśmiechnęła się pod nosem. – Chcesz coś do picia? Chłopak kiwnął na nie a czarnowłosa wyszła z pokoju kierując się w stronę kuchni. - Aaaaaaaaaaaaaaaaa – nagle korytarza dobiegł jej przeraźliwy krzyk. Merc
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
czwartek, 6.marca.2008, 18:00
Tak można powiedzieć że Merc wróciła na dobre. I chociaż zdaje sobie sprawę z tego iż blog nie odzyska już swojej dawnej świetności to będę pisać dla osób dla których warto. Dziękuje wam że znów pozwalacie mi zagłębić się w tej pięknej krainie i żyć tym tak jak kiedyś.
Tom II cześć 11. pt. ‘Puzzle’ Możesz wmawiać sobie że jesteś ponad tym wszystkim. Możesz oszukiwać że nie dbasz już o nic. Chodzić własnymi drogami i buntować się bez powody. Możesz odbiegać od stereotypów lub kompletnie poddać się modzie. Możesz zamknąć serce w klatce, lub zamienić je na kamień. Ale zapamiętaj nigdy, przenigdy nie będziesz wstanie żyć bez powietrza. - Jedziemy na lotnisko – odpowiedziała spokojnie Merc, łapiąc za klamkę drzwi wyjściowych. - Ale po co? – spytał poważnie kuzyn - A kto to wie? – powiedział obojętnie Tom, zajadając się naleśnikami które niósł na talerzyku. Po tych słowach wszyscy ponownie zaczęli się w pośpiechu ubierać. Max patrzył tylko jak grupa nastolatków opuszcza dom. Pierwsza szła Merc nerwowo pisząc cos na telefonie, zaraz z Ania szła Ania z Gustawem, który usiłował Georgowi szybko wytłumaczyć jak powinno się prowadzić. Na końcu bliźniacy. Bill w dużej bluzie brata, z nałożonym na głowie kapturem i warzący niezdarnie buty i Tom zajadający się cały czas naleśnikami. Niesforne łobuzy. Dorosłe dzieci. Każdy z nich był inny. Wydawali się mieć osobne marzenia, światy i gust. Czasem różnili się dosłownie wszystkim. Jednak ta szóstka tworzyła idealną całość. Układankę, która nie miała prawa bytu bez każdego pojedynczego elementu. - Kiedyś mnie zabijesz... – szepnął Bill i złapał ją za rękę kiedy siedzieli w jadącym czarnym busie. A gdybym naprawdę to zrobiła? Wzięła nóż i odcięła cię od świata. Zabrała bym ci muzykę i zespół. Przegoniła prasę i uciekła z tobą gdzieś gdzie nie ma nikogo. Ty przestał byś oddychać. Ja miałam bym ciebie na własność. Tylko dla siebie. Mała egoistka. Ale czy kiedyś ktoś nie powiedział, że w miłości trzeba być trochę egoistą? Wybacz nie potrafię zabrać ci powietrza. Nie umiem odciąć dopływu tlenu. Ja potrzebuję ciebie aby oddychać, ty potrzebujesz do tego muzyki i sławy. Masz mnie i będziesz miał zawsze. Tak jak swoja kochankę. I to się nigdy nie zmieni, choć każdej nocy zanim zasnę przysięgam, że kiedyś wezmę nóź i... - Co? – Merc wyrwana z zadumy spojrzała na chłopaka - Powiedziałem że kiedyś mnie zabijesz tymi swoimi pomysłami – czarnowłosy uśmiechnął się szeroko - Lubię cię takiego – dziewczyna zdjęła z jego głowy kaptur. - Jakiego? - Bez makijażu i fryzury. W zwykłej bluzie i z pozdrapywanym lakierem na paznokciach. Normalnego cię lubię... - szepnęła - Jesteśmy! – zawołał Georg - Zdarzyliśmy – czarna spojrzała na zegarek – Nie przejmuj się mną – powiedziała Billowi i dala mu buziaka. Po chwili cała szóstka stała już w hali lotniska. - Ktoś przyjeżdża? – spytał w końcu Tom - One! – Merc krzyknęła i wskazała palcem na dwie blondynki zbliżające się do niej – Moje siostry – zaczęła biec w ich stronę. Chwila na która od dawna czekała. Ich śmiech, zapach, obecność, uśmiechy. Tyle wspomnień ile je łączyło na jakiś czas spowiła ogromna tęsknota. Los zakpił sobie z paru serc tak okrutnie. I nikt nigdy nie pytał czy chcą, czy dadzą sobie rade. - Siostry? – z niedowierzaniem spytał Tom. – Przecież masz tylko jedna siostrę. - To są moje siostry cioteczne – zaśmiała się serdecznie trzymając blondynki za ręce. – To jest Dziunia – wskazała na wysoką, ciemną blondynkę z włosami do ramion i okularami na nosie o niesamowitych niebieskich oczach. – A to Sissi – powiedziała o drugiej, nieco wyższej, bardzo jasnej blondynce o krótkich włosach i różowej grzywce i niewinnym uśmiechu. Tylko Ania i Bill znali je nieco z opowiadań czarnej. Ta jednak nie wiele o nich mówiła. Nie dlatego że nie było o czym. Bała się jednak do tego wracać. Ta tęsknota wystarczająco niszczyła ją od środka. Oczywiście dwie zupełnie nowe dziewczyny wprowadziły sporo zamieszania w paczce. Każdy chciał je poznać, przyjrzeć się im bliżej. Jednak to Merc zamknęła się z nimi w swoim pokoju na parę godzin. Odizolowały się od świata tak jak robiły to kiedyś. Wtedy wszystkie problemy zostawały za drzwiami one kładły się na ogromnym łóżku i zajadając się żelkami śmiały ze wszystkiego. Wtedy wszystko miało kolory takie jak powinno, a słowa zyskiwały nowe znaczenia. - Jesteś szczęśliwa – powiedziała Sissi przytulając się do przyjaciółki – czuje to - Teraz? Jestem najszczęśliwsza na świecie! – odpowiedziała uśmiechnięta Merc - Ułożyłaś tutaj sobie nowe życie,, to wspaniałe – stwierdziła Dziunia - W tym życiu zawsze czekało miejsce przeznaczone tylko dla was... – powiedziała - Powiedz jak to jest, no wiesz z Billem, jak jest być z nim? – dopytywała ta pierwsza - Ciężko... – spojrzała w stronę okna – Nie zrozumcie mnie źle! Ja go kocham i jest mi z nim wspaniale, ale same wiecie... czasem jest naprawdę ciężko. – mówiła – Oczywiście wiedziałam co mnie czeka, sama się na to zgodziłam. - Już dwa dni temu, kiedy rozmawiałyśmy przez telefon wydawało mi się że jesteś jakaś nieobecna... – stwierdziła Sissi - Ty zawsze potrafiłaś to wyczuć na odległość. – zaśmiały się – Chyba będę musiała z nim porozmawiać. Były dla mnie wszystkim. Jeśli ja byłam alfabetem, to one były A i Z. Były początkiem i końcem mojego kodu genetycznego. Znały mnie na wylot. Wiedziały jak wyglądam kiedy mi źle i wtedy gdy chce powiedzieć coś, a nie wiem jak. Czuły jak o czymś intensywnie myślę i kiedy miałam w głowie pustkę. A ja wiedziałam kiedy spały, kiedy tylko udawały. Znałam każda ich bliznę, spojrzenie. Poznałabym je w ciemności po dotyku, bo trzymały mnie za rękę całe życie. Merc zerwała się nagle z łóżka i zaczęła penetrować jedną z szafek. - Co ty robisz? – spytała Dziunia - Szukam... - Czego? – odezwały się obie - Tego! – dumna czarnowłosa trzymała w ręce opakowanie z farbami. – Dajcie ręce - bez słowa wyjaśnienia po chwili już wszystkie z nich miały dłonie pomalowane czerwona farbą. - Mercu a byłaś ostatnio u lekarza może? – Dziunia wybuchła śmiechem. Przyjaciółka jednak uśmiechnięta, lecz bez słowa podeszła do ściany i odbiła odciski swoich dłoni na ścianie. Kiedy oglądały już sześć odcisków, czuły że wreszcie znalazły swoje miejsce. Tak jakby cichy głos szeptał im od ucha ‘ To tutaj’. Bo nie ważne było jakie współrzędne mają na mapie, ale to że były wreszcie razem. Zawsze i na zawsze. Sissi wzięła z biurka czarny flamaster i napisała na ścianie datę. Dziunia dorysowała przy niej serce a czarnowłosa dopisała parę słów. Brudne od farb, roześmiane jak dzieci stały na łóżku i trzymając się za ręce patrzyły na napis na ścianie: 20.08.2007 <3 Układanka wreszcie posiada wszystkie części Merc
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
sobota, 1.marca.2008, 16:17
Ponieważ pod poprzednia notka powstała żywa dyskusja postanowiłam się wypowiedzieć na ten temat. Owszem jestem przekonana iż każdy powinien mieć swoje zdanie i je przedstawić. Jednak tym razem argumenty mnie nie przekonały. Tak używam często metafor skomplikowanych i złożonych. Ale tylko dla tego aby przedstawić skomplikowany i złożony świat Merc. To nie jest mój wymysł, to jest przelewanie na papier wszystkiego co ja odczuwałam naprawdę. Jeśli dla kogoś są zbyt ciężkie to ja to rozumiem ale nie zmienię tego w jaki sposób coś czuje i odbieram. Czas. Żyję już wystarczająco długo i przeżyłam wystarczająco wiele aby wiedzieć że jest możliwe zatrzymanie go. Uchwycenie jakiejś chwile i nie pozwolenie jej aby odeszła. Brak akcji? Jak najbardziej zamierzony. To miał być odcinek o ich miłości, sex i nic więcej, bo nie chciałam o niczym innym pisać. Krytykę przyjmuję i dziękuję za opinie. Ave.
Tom II cześć 10. pt. ‘Moje miejsce na ziemi’ Wyjrzałam kiedyś przez okno. Na dworze szalała burza. wiatr nieubłaganie uginał drzewa a deszcz głośno uderzał w szyby i dach. Błyskawice rozcinały niebo na setki części. Wszędzie było już prawie czarno, mokro i smutno. Gdzieś w domu naprzeciwko dzieci wtulały się w mamę, a psy chowały w katach swoich schronień. Niebo płakało i krzyczało. A ja czułam w sobie niesamowity spokój. Byłam bezpieczna jak nigdy. Moje oczy nawet nie mrugnęły kiedy grzmoty uderzały jeden za drugi. Ludzie w swoim domach przestraszeni od paru godzin chowali się pod kołdrami. Ja spokojnie oglądałam obraz zza szyby jak film. Słyszałam śmiech Ani i Gustawa. Widziała ukradkiem jak Bill krząta się po pokoju szukając grzebienia. Tom oglądał film na dole z Georgiem a ja uśmiechałam się sama do siebie. - Nie boisz się? – Bill objął mnie w pasie i pocałował w szyję - Boje się że znikniesz – sama nie wiem czemu jak małe dziecko wpadłam w jego ramiona. Bo burza zniknęła wraz z porannym słońce. A on nadal leżał obok mnie i gładził moje włosy. Promienie słońca przebijały się przez zielone zasłony świecąc wprost na twarze kochanków. Na powiekach mieli jeszcze resztki snu, jednak usta wciąż pamiętały rozkosz minionej nocy. Merc otwarła oczy i przeciągnęła się na łóżku. Nagle usłyszała trzask drzwi wejściowych. - O kurwa! – krzyknęła nagle - Co się stało? – chłopak zaspanymi oczami wyjrzał zza poduszki - Max wrócił – powiedziała zdenerwowana i zeskoczyła z łóżka – Szybko ubieraj się. - Jesteś pewna, że to on? - Uwierz mi nikt nie trzaska drzwiami z takim impetem jak on – mówiła zarzucając na siebie koszulkę. - Merc! – zabrzmiało w korytarzu - Mówiłam... – szepnęła i spojrzała na chłopaka. Ten szybko chwycił telefon i zadzwonił do brata. - Tom musicie coś wymyślić, on nie może nas tutaj zastać. – powiedział po czym rozłączył się i założył na siebie dżinsy i t-shirt. – Cholera. - Co? - Tedy nie wyjdziemy – zamknął uchylone przed chwila drzwi – Max stoi w salonie. Wtedy jak z nieba spadła im Anek, która wraz z Tomem i Gustawem zbiegła na dół. - Max czekaj – zawołała - Musimy porozmawiać – dokończył za nią Gustav - Jeśli chcecie mi powiedzieć, że Merc jest w więzieniu, w ciąży, zginęła wam albo zabiła Billa to proszę was nie teraz.... – westchnął – po obiedzie. - Ale nie chodzi o Merc ... tylko.... - blondynka strała się kombinować - O Billa – krzyknął Gustav - Co z nim? – menager spojrzał na nich podejrzanym wzrokiem. - On jest gejem! – zabłysnął nagle Tom – To znaczy chyba... – na te słowa Gustav rzucił w jego strone coś w rodzaju ‘idiota’ a Anek szturchnęła go łokciem. - Dobra gadajcie co jest grane – Max tracąc cierpliwość usiadł na salonowej kanapie. Tymczasem czarnowłosa kierowała się ku opuszczeniu pokoju przez okno. Oboje zdecydowali że w tym wypadku to będzie najrozsądniejsze i zarazem jedyne wyjście z sytuacji. Dziewczyna stanęła bosymi stopami na parapecie i pochylając się w dół pokazała Billowi swoje koronowe bokserki jak i kawałek pośladka. Kiedy chłopak do dostrzegł czuł jak się rumieni. - Proszę cię tylko nie teraz – powiedział sam do siebie. - Gumka! – krzyknęła nagle czarnowłosa stojąc już na dole - Co? Jaka gumka? – zdziwił się - Moja, do włosów, leży na łóżku – wyjaśniła Bill wrócił się po nią szybko i po chwili wyskoczył z okna. Razem podeszli do frontowych drzwi i lekko naciskając na klamkę zajrzeli do środka. Nogo nie było więc po cichu weszli do środka. - Nareszcie! – na te słowa oboje aż podskoczyli z przestraszenia - Jezu Anek nigdy wiece mi tego nie rób – Merc złapała się za serce i oparła o ścianę - Max nie dał się długo bajerować – stwierdził Gustav - Co mu powiedzieliście? - Ze Bill jest gejem – odrzekł spokojnie Tom, stojący w kuchennym wejściu. - Zabiję cię! – wściekły chłopak rzucił się na swojego brata - Spokojnie – Gustav go złapał – Ania powiedziała, że Merc właśnie sprowadza cię na dobrą drogę. - Jesteście nie możliwi – stwierdziła czarnowłosa po czym roześmiała się głośno i dźwięcznie. Czasem wydawało jej się że zaprzecza wszystkim prawom fizyki. Miała wrażenie że któregoś dnia przechytrzy nawet grawitację. Przecież tyle razy już latała. Czarna udała się Nagórkę w celu przebrania ztyranej nocą koszulki. Anek i Gustav zostali w kuch i wzięli się za smażenie naleśników. Merc nakładała właśnie na siebie czarna koszulke kiedy usłyszała jak ktos wszedł do pokoju. - Musimy z tym cos zrobić! – Bill rzucił się zrezygnowany na lóżko i połozył dłonie na twarzy. - O czym ty mówisz? – z zaciekawieniem usiadła obok niego - O Tomie! – stwierdził stanowczo – N nim nie da się już wytrzymać! - Przesadzasz.... - Trzeba mu znaleźć dziewczynę – kontynuował - Mówisz tak tylko dlatego że powiedział Maxowi że jesteś... - Nawet mi tego nie przypominaj! – przerwał jej. - On siedzi teraz i gra z Georgiem w gry na Play Station obżerając się chipsami i pijąc piwo i tak mu najwidoczniej dobrze – mówiła spokojnym głosem, głaszcząc chłopaka po twarzy. - Dobrze że ja cię mam – złapał ja za rękę - No tak w innym razie groził by ci niebawem duży brzuch od piwa – zaśmiała się - A tak w ogóle to kiedy Georg przyszedł? – Bill wszedł do łazienki i nastawił wodę w prysznicu. - To on tutaj nie mieszka? – Merc przytuliła się do poduszki – Ostatnio widuję go tutaj ciągle... - Idziesz? – spytał kokieteryjnie wyglądając z łazienki w samych bokserkach - Nie ja już brałam prysznic – puściła mu oczka i skierowała się w stronę małego balkoniku. Z dołu dało się słychać ciągle przekomarzania Anka z Gustawem który najwyraźniej pomylił mąkę z cukrem i zbił już dwa jajka. Gdzieś za ścianką Tom wyzywał Georga od gamonia i łamagi a ten natomiast krzyczał cos w stylu ‘i tak masz mniejszego wacka niż ja’. Wszystko wydawało się być tak jak zawsze. Jednak u nich każdy dzień był zupełnie inny. Nigdy nie wstawali o tej samej godzinie. Nigdy nie kładli się spać tak samo. A słonce codziennie świeciło nieco inaczej. Nie pamiętała już kiedy zleciały jej te dwa lata. Najcudowniejsze chwile w jej życiu. Dojrzała a mimo to nadal była dzieckiem, stała się kobieta a potrafiła śmiać się nawet z tego jak śmiesznie ktoś spał. Teraz kiedy wszystko dookoła nich obrało inny bieg. Kiedy ucichły sztuczne ognie i fanfary, czuła że żyje. Owszem sława chłopaków potrafiła męczyć. Ciągle śledzenie prze kamery nie pozwalało się odrealnić. Ale tutaj był ich forteca. Małe królestwo. - Obiad! – krzyknął Gustav a na schodach momentalnie dało się usłyszeć śmiertelny wyścig do kuchni. Tylko Bill jeszcze okupywał łazienkę. - Merc dlaczego dzisiejszy dzień jest zaznaczony na różowo w kalendarzu? – spytała Ania kiedy czarna przekroczyła próg kuchni - Może masz okres a nie wiesz? – Georg wybuchł niepohamowanym śmiechem - Okres zaznacza na czerwono – w kuchni pojawił się Bill z mokrymi jeszcze włosami - Bardzo śmieszne – rzuciła w chłopaków rzecznikiem który miała pod ręką - następnym razem rzucę patelnią! - Ha bracie widzisz a ja nie mam dziewczyny i mam spokój – Tom dumnie się wypioł - Ale będziesz miał brzuch od piwa – dogadał mu - Który dzisiaj jest? – spytała w końcu Merc - Dwudziesty sierpnia – powiedziała Anek siadając do stołu - A godzina? - Prawie piętnasta - O kurwa! – krzyknęła głośno czarnowłosa z panika – ubierajcie się, jedziemy na lotnisko - Co? - Ale po co? - Jak? - Żartujesz? - A naleśniki? – zajęczał Tom - W kieszeń sobie wsadz – odpowiedziała – Dalej nie ma czasu! Georg będzie prowadził. - Nie no teraz to już jestem przerażony – stwierdził Gustav podczas kiedy Tom pakował sobie na talerz mase naleśników - Ja w mokrych włosach się nigdzie nie pokaże – stanowczo powiedział Bill - To spisz dzisiaj sam – rzuciła i poszła zakładać buty - Tom pożyczam twoja bluzę z kapturem – odpowiedział bliźniak i po chili wszyscy kierowali się ku wyjściu - A wy gdzie? – spytał Max - Na lotnisko – ktoś mu odpowiedział - Po co? – rzucił w stronę bandy przepychających się w korytarzu nastolatków - Nie wiem - Nie mam pojęcia - Nie wiadomo - Zaraz! Chwila! Stop! – krzyknął a wszyscy znieruchomieli – Co wy robicie? – spytał bardzo już zdenerwowany. Merc
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
wtorek, 26.lutego.2008, 13:15
Nie mam już chyba na to słów.w podziękwoanaich mogę tylko pisać. Sissi i Anek jesteście najlepsze. I wiem że nie przestane, bo mi nie wolno!
Tom II cześć 9. pt. ’Kto kocha ten wierzy’ Zgubiłam rozum. Świadomość, przeszłość przyszłość. Tutaj, w tej chwili i w tym momencie jest tylko moje serce. Nim czuje myślę i piszę. Dziewczyna odwróciła się delikatnie i spojrzała w mrok. Przymrużyła oczy i ujrzała zarys wysokiej postaci. Potrafiła poznać go po głosie, nie musiała nic widzieć, jednak wpatrywała się w punkt który teraz się poruszał i przybliżał. Chciała mieć pewność że się nie przesłyszała. - Jestem pewien, że będziesz wspaniała matką dla naszych dzieci – światło z dworu oświetlało jego twarz. Pomimo nocy, na niebie było wystarczająco wiele gwiazd, aby zobaczył on szeroki uśmiech swojej dziewczyny. Przysiągł by że jej serce radowało się jeszcze bardziej, a na twarzy dostrzegł małe rumieńce. Delikatnie musnęła jej usta. Ona oddała pocałunek i wtuliła się niego jak mała dziewczynka. Czasem tak potrafiła. Przecież była od niego starsza, często trzeźwiej myślała i mimo swojego młodego wyglądu i sposobu bycia ludzie dostrzegali w niej kobietę. Jednak ona co noc wtulała się w swojego chłopca i stawała się jego i tylko jego. W życiu nauczyła się dzielić sobą. Było jej trochę dla każdego. Rzadko była dla siebie, ale odpowiadało jej to w zupełności. Nic jednak nie przerażało jej bardziej niż fakt iż mogła by się stać się czyjaś w całości. Do momentu kiedy jej mężczyzna pokazał jej ze będąc jego, jest tylko swoja. Miała swoją filozofie i sposób myślenia. Nie posiadała jednak wytłumaczenia na wszystko. Tak na wszelki wypadek – aby nigdy nie przestać pytać. - Myślisz, że on tylko udaje? – blondynka usiadła delikatnie na łózku - Kto? – spytał chłopak siadając obok niej - Gustav! - Co? – spytał oszołomiony krzykiem dziewczyny - Od trzydziestu minut nawijam ci o Tomie, a ty mi się pytasz kto – wygarnęła - Ah on...- zamyślił się na chwilę – Wiesz on zawsze taki był, ukrywał uczucia, nie miał nigdy nikogo na stałe.. no prócz Igi. - No tak, ale zobacz wszyscy maja pary... – Ania spojrzała mu w oczy - Georg nie ma – zabłysnął chłopak - Oh daj spokój, ten to inna historia jest – zaśmiała się głośno - A może by ich tak razem? – Gustav zamrugał brwiami - Wariat – blondynka rzuciła go poduszką, w odpowiedzi na co dostała namiętnego buziaka. Nie wierzycie w bajki? Oni tez nie wierzyli. I nadal skrajnie uciekają od łzawych powieści i kolorowych ilustrowanych książek. Ona nie jest księżniczką, ani on księciem. Mają swój mały pamiętnik i tam zapisują swoją bajkę. Bo nie dawno, dawno temu, a teraz. nie za górami za lasami, tylko tutaj. Oni. Świat ich Marzen i myśli. Potęga wiary i siła walki z problemami. - Kocham cię – szepnęła dziewczyna i poczuła jak jego dłonie oplatają się dookoła jej pasa. Czarnowłosa chwyciła bila za dłoń i pociągnęła za sobą. Po cichu weszli do salonu, który już dawno zdawał się spać i nie zwracać uwagi ani na tykający po swojemu zegar, ani na dwójkę zakochanych dzieciaków która tak ochoczo zmierzała w stronę białych, drewnianych drzwi za którymi znajdowała się sypialnia Maxa. Dla bezpieczeństwa nigdy tam nie zaglądali, nawet wtedy gdy wyjeżdżał na tydzień jak teraz. i wcale nie z dobrego wychowania, a raczej ze strachu, że i tym razem coś tam rozwalą. - Chyba oszalałaś – powiedział oszołomiony chłopak, kiedy przekraczali próg pokoju jej kuzyna - Miłość to szaleństwo – dziewczyna wpiła się delikatnie w jego usta. Zwariowali. Ona i on. Dwoje niesfornych kochanków, czujących że robią cos czego nie powinni. Oboje posunęli się w stronę łóżka i po chwili już na im leżeli. Biała satynowa pościel drażniła ich ciała swoim chłodem. Wyglądali jakby tarzali się w śniegu. Za każdym razem gdy to robili, Merc miała wrażenie że to ich pierwszy raz. A przecież byli coraz to odważniejsi i zdawało się iż odkrywali nowe miejsca na swoich ciałach. Uwielbiała kiedy tak delikatnie dotkał jej piersi. Kiedy widziała jak bardzo na niego działa. Patrzył wtedy na jej ciało jakby miał ochotę je zjeść. Czuła że jest dla niego najwspanialszą nagrodą. Była dla niego najpiękniejsza. Mogła czuć się stuprocentową kobietą. Chłopak momentalnie zdjął z niej koszulkę. Nie miała nic pod spodem prócz koronkowych bokserek. Lubiła tak spać. Delikatnie zaczął pieścić jej piersi. Cały czas go całując, Merc czuła jak wzrasta jej podniecenie. Kiedy złapał sutki i zaczął je ugniatać z napięcia rozszerzyła mocno nogi i objęła nimi czarnego. Kiedy na chwile oderwali się ustami, zdjęła z niego bluzkę a ona zaczął ssać prawego sutka. Kiedy schodził pocałunkami coraz niżej drapała go po plecach. Tak aby nie zrobić mu krzywdy, a jednak aby wiedział, że jej się podoba. Ich oddechy były coraz szybsze i głębokie. Serca szalały. Ciała rozgrzane i spocone chciały jeszcze. Usta ponownie się złączyły w dzikim tańcu namiętności. Jedna dłonią gładził jej włosy, drugą dotykał już koronkowych majtek. Kiedy wsadził po dnie swoje palce i zaczął gładzić gładką kobiecość dziewczyna czuła, że zaraz wybuchnie. Kiedy pieścił jej łechtaczkę ona poruszała rytmicznie biodrami. Ropiała jego spodnie, a on pozbawił ją bielizny. Była wilgotna i podniecona do granic możliwości. Chłopak zdjął spodnie i ponownie całował jej piersi i brzuch. Kiedy zszedł niżej przez jej ciało przeszła kolejna fala gorąca. Czuła jego język. Jego kolczyk drażnił najczulszą część ciała kobiety. przyjemne mrowienie i napięcie sygnalizowały iż niedługo stanie się to na co oboje czekali. Drżały mu ręce tak jakby trzymał w dłoniach porcelanową figurkę. Tak krucha i delikatną. Najpiękniejsza i tylko jego. Ponownie wrócił do pocałunków jej pełnych ust, a ona zdjęła mu bokserki. Był podniecony ni mniej niż dziewczyna. Jej piersi wraz z sutkami były już zupełnie twarde. Po czole spływała kropelka potu. Jego naprężona męskość mówiła sama za siebie. Jeszcze chwile się z nią podrażnił, Az w końcu wszedł w nią powoli, ale zdecydowanie. Przez dwa ciała przeszedł olbrzymi prąd. Kiedy usta się złączyły, zabrakło oddechu na chwilę. Ciało czarnej wygięło się w łuk a ona sama krzyknęła z rozkoszy. To było coś niesamowitego. Widzieli razem gwiazdy, wielkie może i miliardy słońc. - Kocham cię... – można było usłyszeć w ferworze westchnień i szalejących gdzieś w powietrzu jeszcze hormonów. Wiatr zastukał w okna. Leżeli już pod kawałkiem białego materiału objęci. Oddechy nadal się normowały, a ciała zdawały się drżeć przez jeszcze długi czas. Ponownie ona i on. Niebo i ziemia, woda i ogień, powietrze i ziemia. Wszystko i nic. Niech świat widzi, niech usłyszy. Kto kocha ten wierzy. Merc
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
niedziela, 17.lutego.2008, 13:00
Witam kochani.
Dzisiejsza notkę zawdzięczacie ani. Gdyby nie jej komentarz, nie jej wiara we mnie, prawdopodobnie czytalibyście teraz że zawieszam to opowiadanie. Jednak ona nie odpuściła. Tak jak po pierwszych pięciu odcinkach pierwszego tomu, tak teraz nie pozwoliła przestać pisać. Wybaczcie moja zwłokę to że pisze tak rzadko. Być może to się zmieni. Mam taka nadzieje. Naprawdę chciałabym znów ze łzami w oczach dojrzeć 80 komentarzy pod notką. Wam to opowiadanie dało wiele, mi jeszcze więcej. Dziękuję. Odcinek dedukuję : Ani, Sissi i Alojzie. Bo bez nich nie było by wielu części mnie. PS. O notce postaram się powiadomić wieczorem. Tom II część 8. 'It could be anyone' Jakiś czas temu miałam zły sen. Śnił mi się koszmar tak potworny, że obudziłam się przerażona i oblana potem. Bill wtedy objął mnie mocno, pocałował w czoło i powiedział ‘już dobrze’. Nie pamiętam co mi się śniło. Nie wiem dlaczego tak się bałam. Jednak kiedy zasypiałam w myślach miałam tylko jedno pytanie ‘ a co jeśli jego by teraz przy mnie nie był?’. I wtedy jakiś głos w głowie powiedział mi ‘ a czy jeśli by go nie było, miałabyś pewność, że ten koszmar by ci się przyśnił?’. Mamy większy wpływ na swój los nim nam się wydaje. Kiedy wybieramy drogę nigdy nie wiemy, czy w którymś momencie nagle nie skręci. Jedno jest pewne – nigdy nie wolno nam zawracać. Bo nikt nie odda nam kilometrów które pokonaliśmy. ‘Miłość’ – tak było napisane na moim drogowskazie. Z drugiej strony jakieś łobuzy dopisały ‘ ból ‘ , ‘ cierpienie’, ‘strach’. Celowo to przeoczyłam. Przecież nikt nie mówił że będzie łatwo. - Merc, co się stało? – Ania niemalże krzyknęła, patrząc na strach w oczach czarnowłosej – No powiedz coś. – powiedziała do dziewczyny bezszelestnie i obojętnie wchodzącej do salonu. - Nie wiem... – szepnęła tylko i usiadła na kanapie - Jak to? – spytał Gustav - Bill i Tom strasznie się pokłócili...- zaczęła opowiadać – Nie wiem nawet o co, pewnie jak zawsze o jakieś pierdoły. Byli w naszym pokoju, a drzwi były otwarte, więc chciałam tylko po cichu odłożyć pranie i wtedy usłyszałam jak Tom krzyczał cos w stylu ‘ nie zasługujesz na nią’ i potem jeszcze dodał... – wzięła głęboki oddech – ‘ Szczególnie po tym co zrobiłeś w Paryżu i nawet nie miałeś odwagi się jej do tego przyznać’. – na chwilę przestała mówić, wpatrując się tylko ślepo w róg stołu. – Bill kiedy mnie zobaczył ze złością spojrzał na brata i wybiegł wściekły z pokoju. - Chyba nie myślisz że on... – zaczął blondyn - Oczywiście że nie! – Merc Az podniosła głos – Bill nigdy by mnie nie zdradził. Jednak coś się musiało wydarzyć... - Oh kochana porozmawiacie sobie jak wróci – Ania pogładziła ją lekko po włosach. Czarnowłosa skuliła się na kanapie i zamknęła oczy. Nikt o nic nie pytał. Wszyscy milczeli jak zaklęci. Tom po godzinie zszedł na dół, ale Gustav i Ania dali mu delikatny znak, aby nic nie mówił. Wszyscy zgodnie woleli udawać że Merc śpi. Tak naprawdę wiedzieli, że w swojej głowie właśnie zatrzymała czas. Zawsze tak robiła kiedy nie umiała sobie z czymś poradzić. Chowała oczy za powiekami i zamrażała usta. Nie musiała wtedy myśleć, nie przepuszczała wspomnień przez głowę jak filmów. Dla innych spała, dla siebie znikała na moment. - Cholera no powiedzcie coś! – nagle krzyknął Tom – Nie możemy tak cały czas milczeć - Słuchaj ... – zaczął Gustav - On ma rację – nagle czarnowłosa otarła oczy i spojrzała na zegarek – Billa nie ma już czwartą godzinę – za oknem było zupełnie ciemno – Idę go szukać. – uciekała krótko i po chwili zakładała już buty w korytarzu - Ale Merc, jest juz ciemno.. nie możesz tak... – denerwowała się blondynka - Ja musze – spojrzała jej w oczy i wyszła z domu zostawiając drzwi szeroko otwarte - Szykuje się długa noc – szepnął Gustav i przytulił swoja dziewczynę. Tom z poczuciem winy wpatrywał się w obraz zza szyby. Chciał wybiec i szukać swojego brata. Przecież był częścią jego. Krwią z jego krwi. A jednak musiał przyznać przed sobą że tylko ta dziewczyna mogła znaleźć teraz jego brata, tylko ona była wstanie przemówić mu do rozsądku. Więc czekał, spokojny o brata, jednak zaniepokojony o wydarzenia, które miały nastąpić. Merc szła szybko szarym chodnikiem, zaciskając pięści na rękawach fioletowej bluzy. Otuliła się dłońmi i poczuła jak przeszywa ją chłodny wiatr. Koniec lata w Niemczech zawsze oznacza chłodne noce. Kopnęła lezący na chodniku kamień ani na chwile nie zwalniając. Mogła teraz przeklinać moment w którym pozwoliła mu wybiec, mogła mieć do niego żal o to że nie zabrał ze sobą telefonu. Przez moment wydawało jej się nawet że łatwiej było by wściekła na Toma, albo nawet na Billa. ale ona nie czuła już nic prócz chłodu. Przyciskała ręce do piersi jednak ni czuła serca. Nie była smutna, zła ani zdenerwowana. Czuła że czas wymknął jej się spod kontroli. Że cos zgubiła. Nie musiała nawet patrzeć gdzie idzie znała tą drogę na pamięć. To było jej jezioro, jej kamień, jej miejsce gdzie zawsze przychodziła ze swoimi problemami. Teraz on tam siedział. I trzymał w garści jej zgubę, ich czas. Znacie to uczucie kiedy dusza dzieli się na pół? Kiedy nie wiecie czy to aby nie żart. Zastanawiacie się wtedy co tak naprawdę się stało. Wszystko trwa tylko sekundę. A wy boicie się w ciągu tej sekundy umrzeć. Oblała ja fala gorąca. Kiedy wyobrażała sobie ten moment w drodze tutaj, widziała siebie powoli zbliżającą się do niego. Zbyt dużo wątpliwości. Za ciężkie serce. Dla niej to nie był film. Podbiegła co sił w nogach do chłopaka i objęła jego skulona postać. - Martwiłam się – szepnęła i w tym momencie poczuła, jak bardzo się bała. Czarnowłosy wtulił się w nią i wplótł dłoń w jej włosy. Kiedy dotknęli się nosami, uśmiechnął się lekko i musnął jej usta. - Posłuchaj... – serce zaczęło bić dwa razy szybciej – wtedy w Paryżu... – usta zadrżały – kiedy na afterparty byliśmy w klubie, poznałem taka dziewczynę... – mrugnęła powieka – postawiłem jej drinka, długo rozmawialiśmy, potem ona chciała jechać do hotelu. – i ta nagła pewność, że to nie mogło się wydarzyć – Nie pojechałem, nie dotknąłem jej ani razu tej nocy, ale nigdy Ci o tym nie powiedziałem bo... – zaciął się na chwilę – ... nie pamiętam prawie wcale tej nocy, taki byłem pijany. – schował twarz w dłoniach. - Wierze ci – szepnęła uśmiechając się w duchu – ‘Już dobrze’ – pomyślała – Ale... dlaczego? Szybka analiza w zagubionym umyśle. trzy uderzenia serca w ciągu sekundy. To nie strach. To resztki wiary. - Byliśmy wtedy... tak trochę pokłóceni – starał się patrzeć przed siebie – Byłem strasznie zły bo nie pojechałaś z nami do Paryża mimo że mogłaś. - Bill... - To była dla nas taka ważna nagroda. – mówił dalej – Taki ważny dzień dla mnie, a ty powiedziałaś że ci się nie chce... – posmutniał. - Ale ja chciałam! – niemalże krzyknęła – Chciałam, ale nie mogłam...- powiedziała już ciszej. - A więc teraz ja pytam, dlaczego? – spojrzał jej w oczy - Bałam się... – zacięła się na chwilę – Bałam się że jestem w ciąży. - Co?! – chłopak drgnął - Ja musiałam mieć pewność, musiałam to sprawdzić, nie mogłam dłużej czekać, zrozum. – tłumaczyła się. - Powinnaś była mi powiedzieć... ja bym.. - No właśnie, co byś? – spytała podirytowana – Nic byś nie zrobił, zdenerwował byś się tylko. Masz zespół, karierę. Jesteś sławny i młody. – powiedziała z prawie nie wyczuwalnym żalem w głosie. Ni kazała mu już nic więcej mówić. Objęci w ciszy wrócili do domu. - Nareszcie! – w drzwiach przywitała ich rozradowana Ania - Martwiliśmy się – z salonu wyłonił się Tom. - Idź – czarnowłosa szturchnęła lekko chłopaka, dając mu do zrozumienia że ma iść porozmawiać z bratem. Dziewczyna natomiast pożegnała się z Ania i Gustawem, których pokój znajdował się na dolę i sama poszłam na górę wziąć szybki prysznic. Kiedy zimny strumień wody oblewał jej ciało, czuła jak zmywa z siebie wszystkie emocje dzisiejszego dnia. Kiedy wyszła z łazienki Bill cały czas jeszcze rozmawiał z Tomem. Zeszła więc na dół do kuchni aby napić się wody. Kiedy tak stała w zupełnym mroku z przezroczystą szklanką w zimnych dłoniach, patrzyła spokojnym wzrokiem przez okno. Liście drzew bujały się delikatnie w rytm jaki narzucał im letni wiatr. Zaczynała czuć się fatalnie. Sama nie wiedziała czy bardziej dołuje ja myśl iż nie potrafiła by byc dobra matką, czy ta że zapewne nie prędko się o tym przekona. Teraz była młoda, jednak za parę lat... Za parę lat Bill nadal będzie miał swój zespół i sławę. Nie miała do nikogo żalu. Sama wybrała tą drogę, a inni ostrzegali że będzie trudniej. - Merc... – usłyszała subtelny głos za plecami. Merc
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
niedziela, 30.grudnia.2007, 17:21
Dzisiaj nie wiele napisze na wstępie. Wszystko co mam do powiedzenia jest pamiętnikiem Merc, ponieważ do początku dzisiejszej notki, dodałam prawdziwa siebie.
No i może jeszcze tylko chce podziękować za wasze emaile, listy i życzyć wam szczęśliwego nowego roku. Wasza <3 Tom II część 7. ’Dla lalek domek’ Kiedyś pytałam ludzi, dlaczego tacy są. Płakałam przez nich, krzyczałam aby się zmienili, Az w końcu zaczęłam się z nich śmiać. Dzisiaj jest mi raczej szkoda tych kukiełek w teatrzyku życia. Owszem nie każdy jest pacynką. Są jeszcze ci, którym się wydaje, że pociągają za sznurki. Jednak wszyscy mieszkają w złudnym domku dla lalek. Kiedy byłam mała nie bawiłam się lalkami, wolałam chodzić z chłopakami z sąsiedztwa po drzewach. Nie stroiłam Barbie w piękne suknie i choć zazdrościłam im urody wolałam kapać się w pobliskim stawie. Wtedy ludzie mówili mi że mam tak nie robić. Że muszę się zmienić, być jak oni. A ja chciałam zawsze być dzieckiem. Dzisiaj mam dziewiętnaście lat, a mój świat nadal przypomina Nibylandię rodem z bajki o Piotrusiu Panu. I chociaż nadszedł czas w którym zrozumiałam, że trzeba dorosnąć, mogę śmiało powiedzieć że NICZEGO NIE ŻAŁUJĘ.! Owszem, droga którą wybrałam była trudniejsza, nie raz się potykałam, i nie raz jeszcze upadnę. Były dni i noce kiedy przeklinałam własną indywidualność, kiedy chciałabym tak jak reszta, bo kiedy tajfun uderza w tłum, sieje mniejsze zniszczenie. Jednak dzisiaj na niebie pełnym gwiazd widzą oazę swojego spokoju. Wiem, że nigdy się nie cofnę. Nad życie kocham i szanuję ludzi, którzy poszli za mną, krocząc moimi śladami. Dzisiaj idą dokładnie obok mnie i trzymają mnie za rękę. Dzisiaj DZIĘKUJĘ bo najtrudniejsza z dróg, okazała się najpiękniejszą. To tak jak spacer po górach. Im wyżej wejdziesz, tym jest niebezpieczniej, jednak to co zobaczysz, będzie piękniejsze od czegokolwiek innego i warte zachodu. Warte siniaków, wylanego potu i krwi. I nie żałuję żadnej łzy, żadnego potknięcia ani blizny. Nosze je jak trofea, bo dzisiaj jestem już pewna swojego szczęścia., bo nigdy nie mieszkałam w domku dla lalek. - Merc! Merc! – dziewczyna poczuła delikatne szturchnięcie w ramię – Już jesteśmy – Bill uśmiechnął się do niej szeroko i podał rękę aby pomóc wysiąść jej z samochodu - Jej to już? – spytała ocierając zaspane oczy - Tak – zaśmiał się chłopak – przespałaś cała drogę - Cała? – spytała mocno zdziwiona - Co do minuty – na te słowa stanęła jak wyryta. W ciągu paru sekund starała się przeanalizować wszystkie wydarzenia siedzące teraz w jej głowie. – Halo – czarnowłosy pomachał jej ręka przed oczami - Ta ak ? – po raz kolejny wyrwał ja z jakiegoś dziwnego transu - Co ci się stało w łokieć? – wskazał na czerwony strup na jej ręce - Nie wiem ... – powiedziała dotykając zranionego miejsca i zadając sobie w duchu coraz więcej pytań. – Bill ! – krzyknęła za chłopakiem który niósł ich torbę w stronę domu. Czarnowłosy obrócił się a ona natychmiast do niego podbiegła. – Dziękuję – szepnęła wtulając się jego ciało jak dziecko - Ale za co? – spytał zdezorientowany odwzajemniając uścisk - Za to że jesteś... Cała reszta miała już na zawsze pozostać tylko bladym wspomnieniem. Sen? * Po całym domy rozniósł się radosny śmiech czarnowłosej. Tylko ona potrafiła otulić te twarde ściany takim puchem. Max słysząc te radosne kwiki, dobiegające z pokoju Billa, uśmiechnął się sam do siebie. Nie pamiętał kiedy po raz ostatni było tutaj tak głośno i wesoło. Prawdę mówiąc, do przyjazdu Merc, panował tutaj wieczny porządek i denerwujący spokój, a on sam przebywał tutaj najrzadziej jak się dało. Z początku irytowały go wiecznie porozrzucane rzeczy i nie pozmywane naczynia. Raz nawet zrobił z tego powodu straszna awanturę. Tylko on i jego kuzynka wiedzieli, że krzyczał nie na nich z powodu bałaganu, tylko krzyczało jego serce, bo czuł się wtedy taki samotny. Długo rozmawiali tamtego wieczoru. A teraz? Był szczęśliwy. Zakochał się, bo pozornie zwykła , młoda dziewczyna pomogła mu uwierzyć w miłość. Często jej nie rozumiał, jednak było mu z tym dobrze. Wolał żeby była pełna energii i radości zagadką. Kiedy czegoś dotykała, natychmiast ozywało. Uparcie wierząc , że nawet przedmioty maja duszę, sama im ją dawała. Zjawiskowa? Ona tak nie sądziła. Żyła w przekonaniu że jest zwykła. Zmieniała wszystkich na około. Ania, jeszcze do niedawna, taka smutna i bezsilna dzisiaj uśmiechała się równie promiennie co czarnowłosa. Bill, którego oczy błyszczały każdego ranka gdy tylko witały go jej delikatne dłonie. Tom, który zaczął wierzyć że miłość istnieje i Gustav powierzający swoje życie temu pięknemu uczuciu do ukochanej dziewczyny. Nawet Georg okazał się inteligentnym romantykiem. Jedna osoba – kiedyś zagubiona i pena lęków, dzisiaj najprawdopodobniej najszczęśliwszą osoba na świecie. - A masz! – Merc rzuciła w czarnowłosego białą poduszką - O ty łobuzie! – chłopak złapał ją za ramiona i położył na łóżku, na co odpowiedziała mu wdzięcznym śmiechem - Masz piórko we włosach – zauważyła promiennie. Chłopak potrząsł głową i piórko zleciało na jej nos – Bezczelny! – ponownie się zaśmiała, jednak on znieruchomiał. - Kocham cię – szepnął. Kochał. Kochał tak mocno, jak kiedyś o tym marzył. Oddawał jej wszystko, począwszy od każdej komórki ciała, skończywszy na duszy i gorącym sercu. Było mu tak ciepło, za każdym razem gdy spoglądał w te głębokie oczy, że zdawało się że nawet zimą mógł chodzić w krótkim rękawku. Rozpalała w nim nie tylko rządze. Uczyła go latać. Była zawsze i wszędzie. Kochała. Merc wtuliła się w Billa jak mała dziewczynka. Przyłożyła ucho do klatki piersiowej tak by dokładnie słyszeć najpiękniejszą muzykę w jej życiu – rytm jego serca. Zmienił w niej wszystko, choć naprawdę cały czas była taka sama. Dotykał jej ciała, poruszając duszę. Żyła w jego cieniu i było jej z tym dobrze. Nie potrzebowała błysku fleszy. Jej światełkiem była Ania. Jej mała ‘siostra’. Zastąpiła jej Igę. Z nią czarnowłosa dogadywała się o wiele lepiej. Miała grono oddanych i świetnych przyjaciół. To był jej świat. właśnie tutaj było jej miejsce. Drobne ciałko czarnowłosego chłopaka, było dla niej tarczą chroniącą przed każdym złem. Była szczęśliwa. - Kocham Cię – szepnęła i poczuła jak po jej policzku spływa mała łza, słodka łza szczęścia. * Ostatnie dni wakacji zawsze mijają bardzo szybko. Jednak radosne chwile przepełnione szczęściem mijają najszybciej. Budować swoja drogę na przekór innym jest niesłychanie ciężko. Bez map, bez kompasów i drogowskazów. Wyruszając tam gdzie dla wielu już nie ma dróg. Wspiąć się na najwyższy szczyt, zdobyć najgłębsze może i właśnie tam wbić swój maszt. Każdy z was znalazł się kiedyś zbyt nisko aby ustać samemu na nogach. Każdy wylewał może łez nie wierząc że może być lepiej. Tysiące pięknych marzeń ciągle zostawało wystawianym na próbę. A ile z nich naprawdę przetrwało? Jak wiele z nas potrafi się pochwalić że nadal marzy o tym o czym marzyło jako dziecko? Merc pokazała że tak można. Uświadomiła ludziom że nie wolno zabijać dziecka w sobie. Więc dzisiaj wieczorem otwórz okno w swoim pokoju i poszukaj na niebie samotnie migoczącej gwiazdy. Uśmiechnij się do niej i wypowiedz swoje życzenie. Życie jest tylko jedno. * - Myślisz, że można tak do końca? – Ania spytała chłopaka kładąc swoja dłoń na jego piersi - Ale co? – spytał Gustav poprawiając poduszkę na której oboje leżeli - No być takim szczęśliwym, już zawsze ... jak Merc i Bill – wzięła głęboki oddech – jak my – spojrzała mu w oczy - To od nas tylko zależy jak będziemy szczęśliwym – uśmiechnął się – pamiętasz co mówiła nam czarnowłosa? - Tak. Radość można odnaleźć nawet w przedmiotach – blondynka zaśmiała się radośnie - Bill! – nagle usłyszeli krzyk dziewczyny – Co ty robisz? – Merc zadawała pytania chłopakowi który właśnie zbiegał ze schodów. Po chwili dało się już tylko usłyszeć trzaskanie drzwi pokoju Toma a następnie frontowych. - Co się stało? – Ania wybiegła z pokoju i zobaczyła roztrzęsiona czarnowłosa stojąca w połowie schodów . (...) Merc
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
wtorek, 13.listopada.2007, 17:57
Wybaczcie moja nie obecność. Wiem iz zasłużyłam na taka ilość komentarzy bo ostatnio bardzo rzadko coś dodaję. o tej notce będę informować dopiero w weekend, ale uwierzcie mi ze każdy nawet najmniejszy komentarz sprawia mi ogromna radość.
ktoś pisał że jest ciekawy jak wyglądam a wiec proszę www.photoblog.pl/benihime jeśli macie swoje photoblogi to piszcie a dodam was do znajomych pozdrawiam, wasza merc Tom II część 6. "Uwierzyłbyś?" Wierzycie w bajki? Ja też nigdy nie wierzyła. Az stałam się bohaterka jednej z nich. Najpiękniejszych z zmyślonych opowiadać. Przecież każda legend nosi w sobie ziarenko prawdy. To tak jak każdy człowiek nosi w sobie ziarenko miłości. Więc jeśli ktoś mówi ci, ze nie potrzebuje miłości wiedz że kłamie, i woła o ciche Patrząc uparcie na przód, jej głowa nawet na chwile nie drgnęła. - Nie !!! – krzyknęła widząc jak blond włosa szczupła postać kładzie ziemne dłonie na ramionach Billa. ta tylko spojrzała się morderczo na czarnowłosą i zaśmiała przerażająco. Stojący tyłem do Merc chłopak, nawet nie drgnął. - Już za późno – jej głos brzmiał jak krzyk złowieszczych krzyków – Ta przepaść cię odzieli – wskazała na ogromną przepaść zaraz przy stopach dziewczyny. Wierząc w siebie osiągniesz sukces. Wierząc w innych zdobędziesz setki serc. Wierząc w miłość, dokonasz niemożliwego. Nagie skały przepaści błyszczały brunatnym kolorem. W dole lodowata woda strumienia z ogromna siła uderzała w każdą napotkana przeszkodę. Dziewczyn przełykając ślinę spojrzała w dół. Zakręciło jej się w głowie. Do dna było jakieś 10 metrów głębokości. Koło jej nosa przeleciał mały, żółty motyl. Serce zabiła z podwójną siłą. Obróciła się za siebie. Jej przyjaciele tam stali. Każde z nich było z nią myślami. Rytm ich serca zagłuszał jęki. Wiara w nią dawała siłę i rozgrzewała ciało. Jeszcze raz spojrzała w przepaść. Nie miała pojęcia co robić. Przerażona, pozwoliła aby serce dyktowało jej drogę. Chwyciła widniejący na jej szyi wisiorek z małym krzyżykiem. Ania zrobiła to samo. Merc uśmiechnęła się szeroko i wyprostowała. Patrząc przed siebie zrobiła krok w stronę przepaści. - Nie nauczę się latać, nie pozbywając się lęku wysokości – powiedziała i zrobiła kolejny krok. Jednak jej ciało nie runęło w bezgraniczna otchłań. Jej lekkie stopy opierały się na niewidzialnej powłoce pokrywającej powierzchnie. Wyglądało to tak jakby chodziła w powietrzu. Czasem najgłupsze z istot wykorzystują najprostsze sposoby by zniszczyć to co najpiękniejsze. Nie bądź rozsądna. Ufaj sercu. - Utkana z puchu – kontynuowała stawiając kolejne kroki – Nie muszę czuć się piękna. Rozrzucona pośród gwiazd na niebie, zakochana w nocy. – królowa przyglądała się jej z podziwem. Niestety chłopak nadal stał tyłem. – Zamknięta w twojej dłoni, prowadzona twoim światłem. Z tysiącem burz i lekkich powiewów twojego oddechu. – nie mogła zwątpić. Czuła się słaba, jednak chciała walczyć. – Z wiatrem, ale pod prąd – jeszcze nie teraz, czekała na odpowiedni moment – Z sercem ale bez rozumu – do jej oczu zaczęły napływać łzy – Nie zostanę zbyt długo. Przyszłam tylko powiedzieć...- to teraz, wiedziała, że musi – kocham – szepnęła i zwątpiła. – Aaaa – krzyknęła czując jak jej noga osuwa się po śliskiej skale - Nie ! – Bill nagle drgnął i natychmiast rzucił się dziewczynie na ratunek. Łapiąc w ostatniej chwili jej dłoń pociągnął ja do góry. Oniemiała królowa podeszła chłopaka od tyłu. Aniaa podbiegła utykając do granicy przepaści. Chciała krzyknąć aby uważał, jednak głos ugrzązł jej w gardle. - Nie mam siły ! – krzyknęła Merc – Puść mnie – powiedziała przez łzy - Nigdy! – chłopak nie wahając się przechylił swoje ciało maksymalnie na granicę przepaści. Wyciągając drugą rękę objął ja ciało i wyciągnął do góry. Nagle ich oczom ukazał się obraz spadającej w otchłań królowej. Czarnowłosa ciężko oddychając podniosła głowę do góry i ujrzała dobrze znana jej postać. - Co to jest ? – spytał lekko przerażony chłopak spoglądając na zakrwawiony nadgarstek swojej dziewczyny - Musiałam, inaczej nie mogła bym ci pomóc – schowała rękę i wtuliła się w czarnowłosego. Nie dbała już o krew pomału barwiącą całe jej ciało i ubrania. Bicie jego serca było najpiękniejszą melodią. Łzy szczęścia stoczyły się po jej zaczerwienionych policzkach. Bill obejmował ja z całej siły. Z tysiącem pytań czuł się jakby przed chwilą urwała mu się rzeczywistość. Nie wiele pamiętał. Nie wiele rozumiał. Czuła jaka była zmarznięta. Starał się przelać całe swoje ciepło na jej ciało. - Chodź – pomógł jej się podnieść - Poczekaj – szepnęła i oddaliła się od niego na parę kroków. Podeszła do postaci która przed chwilą zepchnęła przepaść królową. – Marta... – Merc pogłaskała zjawę po bladej twarzy – On cię naprawdę kochał – czarnowłosa poczuła jak strużki krwi spływają po jej ręce – To wszystko wina Karoliny, ona kłamała, była zazdrosna – z ciemno brązowych oczu popłynęła kolejna dawka łez – Wybaczył ci – szepnęła i uśmiechnęła się do zjawy. Ta patrząc na nią błękitnymi tęczówkami chwyciła jej zraniony nadgarstek i uśmiechając się ucałowała ranę, która tak porostu zniknęła. Przepaść zniknęła, natomiast w jej miejscu pojawiła się zielona trawa. Dookoła wszystkie drzewa pokryły się porcja Świerzych liści a nad ich koronami frywolnie latały ptaki. Ten koszmar dobiegł końca. Wtulona w czarnowłosego i trzymając za rękę Anię czuła się ponownie zupełnie wolna. Z ulgą na obolałym sercu zakryła za sobą wszystkie blizny. - No nareszcie! – krzyknął Max na widok grupki przyjaciół. – Strąciliście mnie z oczu na piętnaście minut, a od razu urządzacie sobie jakieś wycieczki – powiedział wściekły – Ja wiem, ze szczęśliwi czasu nie liczą, ale nie było was 3 godziny! - Ile ? – spytał Georg - No może nie całe – Max spojrzał na zegarek – Dobra spadamy, nie długo zacznie się robić ciemno – zauważył i wsiadł do swojego samochodu. Przyjaciele spojrzeli na siebie i uśmiechnęli się szeroko. Tak, woleli już do końca życia zapamiętać to jako jedne z najgorszych koszmarów. Bo nigdy nie wiesz kiedy twoja miłość zostanie wystawiona na próbę. Zawsze miej przy sobie jej wystarczająco dużo, a wtedy wygrasz. Merc
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
2007 brak kategorii (20) TOM I |